Turbiny wiatrowe i “zatłaczanie”: Systematyczne niszczenie Polski
Zawetowana przez Prezydenta Nawrockiego „ustawa wiatrakowa” to nie krok ku „taniemu prądowi”, a systematyczny projekt dewastacji Polski. Propaganda wmawia społeczeństwu iluzję korzyści, ukrywając nieopłacalność, szkodliwość dla środowiska i zagrożenia dla zdrowia ludzi oraz zwierząt. Świat odchodzi od wiatraków, a Polska pcha się w ramiona pseudoekologicznej katastrofy. Równolegle forsuje się technologię wychwytywania i składowania dwutlenku węgla (CCS), która pod płaszczykiem „ratowania klimatu” niesie kolejne ryzyka. To oszustwo na niespotykaną skalę, napędzane korupcją i potężnym lobby.
Kłamliwa propaganda wiatraków
Reklamy pokazujące szczęśliwe dzieci na tle farm wiatrowych to cyniczne kłamstwo. Wiatraki nie są „czystą energią”. Szpecą krajobraz, niszczą dziedzictwo kulturowe i przyrodę. W Szkocji wycięto 16 milionów drzew pod farmy wiatrowe – to 1700 drzew dziennie! Na Bałtyku, np. koło Łeby, turbiny zagrażają ekosystemom morskim. Infradźwięki i pole magnetyczne powodują bóle głowy, bezsenność, depresję, a u zwierząt – masowe padnięcia, jak 300 krów i cieląt we Francji. Ptaki i nietoperze giną w milionach, rozrywane przez podciśnienie łopat lub w kolizjach.
Ekonomiczne oszustwo
„Darmowa” energia to mit. Wiatraki działają tylko przy wietrze, zmuszając do utrzymywania elektrowni węglowych i gazowych, co zwiększa emisje CO2 – wbrew propagandzie. We Francji podatnicy dopłacają do wiatraków specjalnym podatkiem, choć kraj eksportuje nadmiar energii z elektrowni atomowych. Demontaż turbin kosztuje setki tysięcy euro, a ich niezniszczalne skrzydła z włókna szklanego zalegają na składowiskach jako toksyczne odpady. Łopaty wiatraków zużywają się po 15-20 latach i nie nadają się do recyklingu. Jedna łopata waży 20 ton, a w przypadku gigantycznych turbin morskich, jak GE Haliade-X, nawet 54 tony!!! To zanieczyszczenie porównywalne z 2,86 do 7,7 miliona plastikowych torebek – ironia dla „zbawców planety i matek natury”, którzy drżą nad każdą wyrzuconą torbą w imię ekologii. Tymczasem środowiska wmawiające nam, że wiatraki to „zielona, czysta energia” dla ludzi i planety, celowo ukrywają prawdę. Budowa jednej turbiny pożera 40 ton żelaza i do 1500 ton cementu – gdzie tu jakakolwiek ekologia?
CCS: Kolejne pseudoekologiczne kłamstwo
Równolegle Polska forsuje technologię CCS, czyli zatłaczanie CO2 pod ziemię, np. w projekcie przy Elektrowni Bełchatów. Krytycy alarmują: to kosztowne i ryzykowne. CO2 może skazić wody podziemne, uciekać na powierzchnię lub wywołać trzęsienia ziemi i eksplozje. CCS przedłuża uzależnienie od paliw kopalnych, zamiast redukować emisje u źródła, a wychwytywanie CO2 z powietrza zmniejsza ilość tlenu. Technologia jest nieefektywna, a jej skuteczność budzi wątpliwości. Wszystko to ukrywa się przed społeczeństwem, by przepychać kolejne szkodliwe projekty.
Korupcja i bezradność społeczeństwa
Za wiatrakami i CCS stoi potężne lobby, wspierane przez uległych polityków i media. Konsultacje społeczne to fikcja, a mieszkańcy są zastraszani lub mamieni kompensacjami. Naukowe raporty o zagrożeniach są cenzurowane, a prawda znika z sieci. Donald Tusk, ignorując weto Prezydenta Nawrockiego, zapowiedział 27 września na Radzie Gabinetowej dalszą ekspansję wiatraków. To zamach na Polskę – na lądzie, pod ziemią i na Bałtyku.
Polski Bałtyk w potrzasku
Wiatraki szpecą polskie wybrzeże, widoczne już z plaż w Gąskach. To nie ekologia, lecz pseudoekologiczny eksperyment, który niszczy zdrowie ludzi, przyrodę i krajobraz. Polacy, karmieni kłamstwami o „zielonej energii”, pozostają nieświadomi zagrożeń. Ta destrukcyjna ekspansja musi zostać zatrzymana teraz – nim Polska stanie się poligonem technologii rujnujących kraj, Bałtyk i przyszłość kolejnych pokoleń.
Aleksander Rybczyński
Źródło:
https://www.polskacanada.com/aleksander-rybczynski-prawda-o-turbinach-wiatrowych/